— Kalina, możemy to zgłosić od razu. Ale musisz zrozumieć, że oni będą walczyć. Uderzą w ciebie. W ślub. W Milenę. W twoje zdrowie psychiczne. Powiedzą, że z zemsty po zdradzie tworzysz teorię spiskową.
Wytarłam usta.
— Dlatego muszą uderzyć pierwsi.
— Co masz na myśli?
— Dorian zadzwoni. Będzie chciał, żebym publicznie powiedziała, że to tylko nieporozumienie. Że ślub jest przełożony. Że firma jest stabilna. Nagramy go.
Nie myliłam się.
Dorian zadzwonił o 22:18.
Nie płakał. Nie przepraszał. W tle słyszałam szpitalny korytarz i nerwowe kroki.
— Kalina, musisz wydać oświadczenie.
— Milena?
— Dziecko straciła.
Przez moment zamknęłam oczy.
Milena była głupia, próżna, zachłanna. Ale to nie dziecko było winne.
— Przykro mi.
— Przestań grać świętą. To ty ją sprowokowałaś.
— Ja? Przecież to była twoja prawdziwa miłość.
— Słuchaj mnie. Jeśli jutro rano powiesz, że działaliśmy w emocjach i ślub odbędzie się po wyjaśnieniu sprawy, akcjonariusze się uspokoją. Potem załatwimy to między sobą.
— Załatwimy?
— Dostaniesz pieniądze. Dom pod Łodzią. Fundację imienia twojej matki. Czego chcesz.
— Prawdy.
Po drugiej stronie zapadła cisza.
— Nie bądź dzieckiem.
— Byłam dzieckiem, kiedy twoja rodzina wzięła mnie pod dach po śmierci mojej matki. Już nie jestem.
Jego głos stwardniał.
— Jeśli pociągniesz nas w dół, sama spadniesz razem z nami. Nie masz pojęcia, ile twoje nazwisko jest w naszych papierach.
— Wiem dokładnie.
— Kalina.
— Tak?
— Twój ojciec też myślał, że może wygrać z moim. Widzisz, jak skończył.
To zdanie nagrało się idealnie.
Rano o ósmej pierwsza redakcja opublikowała materiał ze ślubu.
O dziewiątej Komisja Nadzoru Finansowego dostała paczkę dokumentów.
O dziesiątej prokuratura otrzymała nagranie mojego ojca i Romana.
O jedenastej kurs akcji spółek powiązanych z Zawadzkimi zaczął się chwiać, zanim zdążyli wejść w nową emisję.
O dwunastej Roman Zawadzki wystąpił przed kamerami.
— Mamy do czynienia z prywatną zemstą porzuconej kobiety — powiedział.
Stałam wtedy w kancelarii i patrzyłam na ekran.
Mecenas Biel uśmiechnął się bez radości.
— Dobrze. Sam powiedział „zemsta”. Teraz pokażemy, że to dowody.
Tego samego dnia wieczorem dostałam wiadomość od Mileny.
„Muszę z tobą porozmawiać. Dorian mówi, że to przez ciebie. Ale jego matka była u mnie i kazała mi milczeć. Dała mi kopertę. Mam nagranie.”
Spotkałam się z nią w małej salce przy kancelarii.
Nie wyglądała już jak dziewczyna, która weszła do kościoła po cudze życie. Była blada, zapadnięta, w dresie, z włosami związanymi byle jak. Usiadła naprzeciwko mnie i przez kilka minut patrzyła w stół.
— Nienawidzisz mnie? — zapytała.
— Tak.
Skinęła głową.
— Słusznie.
Nie spodziewałam się tego.
Położyła telefon na stole.
Nagranie było krótkie. Głos Ireny Zawadzkiej brzmiał zimno.
„Dziecka już nie ma, więc nie masz karty. Weź pieniądze i zniknij. Dorian ożeniłby się z Kaliną, gdybyś nie zrobiła cyrku. Teraz przez ciebie możemy stracić giełdę.”