Powietrze wydawało się znajome.
Po raz pierwszy od dłuższego czasu poczułem, że znów gdzieś przynależę.
Podczas warsztatów Frank Dalton przyjrzał mi się uważnie i powiedział: „W końcu to zrobił”.
Jakby czekał.
Po przeczytaniu listu zabrał mnie na posesję – małą, zniszczoną, ale solidną.
Gdy wszedłem do środka, coś we mnie uspokoiło się.
Nie było idealnie.
Ale to było moje.
Kolejne dni były przytłaczające. Jason dzwonił z różnych numerów, a jego wiadomości zmieniały się od gniewu po błagania.
Zignorowałem ich wszystkich.
Aż pewnego ranka się pojawił.