Ponieważ uświadomiłem sobie coś prostego, ale niewygodnego:
Nie miałem pojęcia, co to jest…
I nie byłem pewien, jak miałem o to zapytać.
Oczywistym rozwiązaniem byłoby do niej zatelefonowanie.
Powiedzieć po prostu, swobodnie: „Hej, co to jest?”
Ale tego nie zrobiłem.
Bo prawda jest taka, że czasami najprostsze pytania wydają się najtrudniejsze, gdy dotyczą czegoś prywatnego.
I to zdecydowanie wydawało się prywatne.
Zamiast tego zrobiłem to, co robi większość ludzi w chwilach lekkiej paniki i zażenowania.
Zamarłem.
Stojąc w jej pokoju, trzymając ten dziwny przedmiot, nagle stałem się nadwrażliwy na wszystko. Dźwięk jej kroków na korytarzu. Możliwość, że może wejść w każdej chwili. Fakt, że dosłownie trzymałem coś, co ewidentnie należało do bardzo osobistej części jej życia, o której nic nie wiedziałem.
A co gorsza —
Zdałem sobie sprawę, że za dużo o tym myślę.
Zdecydowanie za dużo.
Ostrożnie położyłem go z powrotem na łóżku, tak jakby mógł mnie osądzić za to, że go dotknąłem.
Potem usiadłem obok.
I gapił się.
Minęło dziesięć sekund.
Potem dwadzieścia.
A potem cała minuta.
Im dłużej się temu przyglądałem, tym więcej miałem pytań. Nie tylko o to, co to było, ale też o to, dlaczego nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałem. Jak długo to miało? Czy to było coś nowego? Czy to było coś medycznego? Czy ludzie otwarcie o tym mówili, a ja jakimś cudem zupełnie tego nie zauważyłem?
W mojej głowie rozważałem następujące możliwości:
Narzędzie do ćwiczeń?
Jakiś rodzaj urządzenia do rozciągania?
Pomoc rehabilitacyjna?
Korektor postawy?
Akcesorium do jogi?
Żaden z nich nie pasuje w pełni.
Im dłużej tam siedziałem, tym bardziej śmieszne wydawało mi się to, że po prostu nie zapytałem.
Ale z drugiej strony, proszenie o coś przypominało wkraczanie na terytorium, na które nie byłam pewna, czy powinnam wchodzić bez zaproszenia.
Więc zrobiłem najgorszą rzecz.
Podniosłem go ponownie.
Tym razem ostrożniej.
Przyjrzałem się konstrukcji bliżej. Zakrzywiona rama wyglądała na zaprojektowaną do trzymania między punktami oporu. Boczne uchwyty sugerowały kontrolowany ruch lub napięcie. Centralny obszar podparcia wyglądał, jakby był przeznaczony do jakiegoś rodzaju treningu oporu wewnętrznego.
Ta myśl znów mnie zatrzymała.
Nie dlatego, że było to alarmujące…
Ponieważ zaczęło to brzmieć jak coś związanego z medycyną lub fizjoterapią.
I nagle moje zażenowanie przerodziło się w coś innego.
Obawa.
Czy to było coś, czego używała w ramach rekonwalescencji? Czy zmagała się z czymś, o czym mi nie powiedziała? Czy to było bolesne? Czy to było przepisane?
Zdałem sobie sprawę, że nie mam pojęcia.
Nie o tym obiekcie.
Nie chodzi o jej sytuację.
Nie, nie ma o tym mowy.
A ta myśl sprawiła, że poczułem się dziwnie od niej oddalony, chociaż mieszkała zaledwie kilka pokoi dalej.
W tym momencie usłyszałem jej śmiech dochodzący z kuchni.
Normalnie. Lekko. Zupełnie nieskrępowane.
Ten dźwięk znów mnie uziemił.